Jeśli liczysz, że Katarzyna Kawa dobierze punkty do Australian Open w grudniowych turniejach w Ameryce Południowej, to już nie zadziała. WTA zamyka listę zgłoszeń 15 listopada, a nie jak dotąd 7 grudnia. Kawa jest dziś 111. w rankingu na żywo i na awans ma właściwie tylko Ćennaj oraz awaryjnie Jokohamę.
Stara data: 7 grudnia. Nowa: 15 listopada
Lista uczestniczek turnieju wielkoszlemowego zamyka się na sześć tygodni przed dniem, w którym rusza główna drabinka. O tym, kto do niej wejdzie, decyduje ranking z dnia zamknięcia. Przy najbliższym Australian Open wypadałoby to 7 grudnia i właśnie tak liczono jeszcze rok temu.
Teraz WTA przesunęła ten moment na połowę listopada. Potwierdza to Maciej Domka, trener Kawy, który jest z nią w Azji. Tłumaczy, że skoro lista do Australii zamyka się 15 listopada, to granie po meczu BJK Cup przestaje mieć dla nich sens. Punkty zdobyte później mogą poprawić miejsce w rankingu, ale drabinki w Melbourne już nie zmienią.
Dlaczego WTA zrezygnowała z grudnia?
Stary termin od dawna był krytykowany. Zawodniczki z okolic 90.–110. miejsca jeździły w ostatnich tygodniach jesieni i pierwszych dniach grudnia do Ameryki Południowej, żeby w ostatniej chwili dozbierać punkty. Grały wtedy, gdy u reszty tenisowego świata trwa już urlop i przygotowania do nowego sezonu.
Kawa zna to z własnego kalendarza. Dwa lata temu na przełomie listopada i grudnia szukała punktów w Buenos Aires i brazylijskim Florianopolis, rok temu w Dubaju i Limoges. Przyznam, że byłem pewien, że i tym razem poleci w grudniu po brakujące punkty. Nie poleci, bo nie ma już po co.
Domka mówi wprost, że to był wyczerpujący sezon, po którym trzeba odpocząć i przygotować się do następnego, a czasu jest niewiele. Nowa data daje na to kilka dodatkowych tygodni.
ATP zrobiło to rok wcześniej
Panowie mają ten układ już za sobą. ATP zmieniło zasadę rok temu i zamykało listy do Australii w połowie listopada. WTA teraz po prostu idzie tą samą drogą, więc w obu cyklach pogoń za punktami do Melbourne kończy się mniej więcej w tym samym czasie.
Kawa: 111. miejsce, brakuje 50–70 punktów
Najlepiej widać, co zmienia nowa data, na przykładzie Kawy. 33-letnia tenisistka z Krynicy-Zdroju po turnieju WTA 500 w Ningbo poprawiła rekord życiowy, który od końca 2020 roku wynosił 112. miejsce. Zaczynała tam od eliminacji, w meczu o ćwierćfinał ograła Belindę Bencic, 14. zawodniczkę rankingu, a liderce Jelenie Rybakinie urwała seta 6:3.
W rankingu na żywo jest teraz 111., bo odpadło jej 30 punktów za zeszłoroczny występ w Indiach. Przepustkę do głównej drabinki w Melbourne powinno dać miejsce w okolicach setki. Do tego brakuje jej mniej więcej 50–70 punktów.
Po Ningbo zrezygnowała z kwalifikacji WTA 250 w Kantonie, oddalonym o 1400 km, choć punktów bardzo potrzebuje. Na dotarcie miałaby zaledwie kilkanaście godzin. Przy listopadowym terminie zostały jej więc tylko dwa starty.
Dwa turnieje przed zamknięciem listy
- Ćennaj, WTA 250, przyszły tydzień. Dawny Madras to ostatnia w tym sezonie okazja do gry w głównym cyklu WTA. Kawa nie ma tam już żadnych punktów do obrony, więc może tylko zyskać.
- Jokohama, ITF W50, od 9 listopada. To wyjście awaryjne, „gdyby brakowało kilku punktów”, jak napisał trener Domka.
Potem Kawa wraca do kraju. W Toruniu ma wystąpić w reprezentacji, która w BJK Cup zmierzy się ze Szwecją. Dalszej pogoni za punktami do Australii w tym roku już nie będzie, bo według nowych zasad lista będzie wtedy zamknięta.